Dla większości z nas krepina to wspomnienie z dzieciństwa — kolorowe paski, szkolne dekoracje, papierowe kwiatki na Dzień Matki. Tymczasem w rękach pracowni ten sam, z pozoru zwyczajny papier staje się materiałem, z którego powstają nasze niezwykłe kompozycje.
Czym właściwie jest krepina
Krepina, czyli bibuła krepowana, to papier o charakterystycznej, marszczonej fakturze. Drobne pofałdowania pozwalają papier rozciągać i formować w trójwymiarowe kształty. Cienka bibuła szkolna to nie to samo, co gęsta, sprężysta krepina florystyczna.
Skąd się wzięła
Sama nazwa zdradza pochodzenie. „Krepina" wywodzi się od francuskiego crêpe — tak określano marszczoną, delikatnie pofałdowaną tkaninę jedwabną, modną na początku XIX wieku. Kiedy pod koniec lat 80. XIX wieku angielskie papiernie nauczyły się nadawać cienkiej bibule podobną, mechaniczną fakturę, nowy materiał przejął i nazwę, i charakter tkaniny, którą naśladował.
Prawdziwą karierę zrobiła jednak za oceanem. Amerykańska firma Dennison — najpierw sprowadzająca kolorowy papier z Anglii, a od 1914 roku produkująca go samodzielnie — zamieniła krepinę z technicznej ciekawostki w materiał salonów i pracowni. Dennison organizował pokazy, wydawał poradniki, a magazyny takie jak „Vogue" czy „Harper's Bazaar" drukowały instrukcje, jak z krepiny uformować różę, lilię czy mak. To właśnie wtedy zaczęła kształtować się sztuka, którą dziś uprawiamy — tworzenie kwiatów z papieru tak realistycznych, że mylą się z żywymi. Paleta rosła w zawrotnym tempie: angielskie papiernie oferowały 24 kolory w 1897 roku, a dwie dekady później liczba odcieni szła już w setki.
Warto dodać, że samo składanie kwiatów z papieru jest znacznie starsze niż krepina — sięga wieków i różnych kultur, od Chin po Europę. Krepina dała tej tradycji nowe możliwości: elastyczność, głębię koloru i fakturę, których zwykły papier nigdy nie miał.
Osobny rozdział napisali Włosi. Papiernia Rossi w Arsiero pod Vicenzą, założona w 1878 roku, w latach 30. XX wieku zaczęła wytwarzać krepinę i z czasem stała się największym takim producentem w Europie. To spadkobierczyni tej tradycji — dzisiejsza Cartotecnica Rossi — dostarcza papier, na którym pracują pracownie kwiatowe na całym świecie. My również.
Dlaczego jakość papieru przesądza o efekcie
Gramatura. Cięższe krepiny — sięgające nawet 180 gramów — trzymają kształt i umożliwiają tworzenie gigantów.
Kolor i jego głębia. Najlepsze papiery mają nasycone, wielowymiarowe barwy. Świetnie przyjmują kolory farb i zapewniają wyjątkowe cieniowania, z których kwiaty Fiori di Matis są tak znane.
Trwałość. Krepina premium lepiej znosi formowanie, transport i czas. Dlatego też nasze kwiaty cieszą oczy przez tak długi czas.
Na czym pracujemy: włoska i niemiecka szkoła krepiny
Włoska Cartotecnica Rossi — jest ceniona za ciężkie gramatury, paletę kolorów i sprężystość. Niemiecka Werola (Staufen) —za powtarzaln jakość i czystość koloru. Dobór papieru to część rzemiosła, której nie widać na zdjęciu.
Krepina a ekologia
Papierowe kwiaty mają jeszcze jedną przewagę, o której łatwo zapomnieć: nie więdną — a to zmienia całą matematykę. Dekoracja z żywych kwiatów żyje jeden wieczór. Za tym wieczorem stoi jednak pełen cykl: uprawa (często w ogrzewanych szklarniach albo na drugim końcu świata), chłodniczy transport, opakowania — a nazajutrz wszystko trafia do kosza. Kompozycja z krepiny powstaje raz i wraca na kolejne wydarzenia przez lata. Ten sam nakład materiału i pracy rozkłada się nie na jeden dzień, lecz na dziesiątki realizacji — i to jest sedno ekologicznej przewagi papieru. Nie „zero śladu", tylko ten sam kwiat używany wielokrotnie, zamiast wyrzucany po pierwszym użyciu.
Jest jeszcze druga, mniej oczywista sprawa. Klasyczna florystyka eventowa opiera się często na gąbce florystycznej — jednorazowym tworzywie, które nie ulega biodegradacji i z czasem rozpada się na mikroplastik. Nasze kompozycje montujemy na stalowych stelażach, bez gąbki. A sama krepina, na której pracujemy, to papier z certyfikowanych papierni, barwiony bezpiecznymi farbami — materiał, który bez obaw bierze się w dłonie.
Dlatego, gdy klient pyta nas o kwiaty na jeden wieczór, często proponujemy odwrotną perspektywę: dekorację, która nie powstaje na jeden dzień. To wybór bardziej świadomy, niż się na pierwszy rzut oka wydaje — i coraz częściej właśnie on przeważa.













